niedziela, 23 sierpnia 2009

Zamek Książ

Do Książa zwykle jedziemy przez Jelenią Górę, Bolków, Świebodzice. Droga łatwa i prosta- 65 km, po remoncie E65 na odcinkach wyposażonych w 3 pasy ruchu, można wyprzedzić furmanki, traktory i TIR-y, jeszcze do niedawna dyktujące średnią prędkość na tej trasie. W 1,5 godz. dojeżdżamy do Wałbrzycha z odpowiedniej strony, bez potrzeby zaglądania do planu tego pełnego dziur w ziemi i w asfalcie, górniczego miasta.
Już po wjechaniu na drogę dojazdową, świeżo ułożoną z "końskich łbów", można się poczuć jak Henryk XV Hochberg von Pless, powracający do oczekującej go w zamku księżnej Daisy, tak urodziwej i pełnej wdzięku, że męska połowa europejskich salonów wiele by dała, by stać się chociaż jednym z lokajów w jej 40- osobowej dworskiej służbie. Jej twarz zdawała mi się mignąć w cieniu daszka dżokejki, wśród pasażerów bryczki wyjeżdżającej z zabudowań stajennych, widocznych w oddali.

O dziwo droga zaprowadziła nas pod samą bramę zamkowego dziedzińca. Przebrnąwszy sprawnie przez proces zaparkowania- podjechanie pod szlaban, portiernię, otrzymanie karty parkingowej, wskazanie miejsca, znaleźliśmy się przed samym zamkiem. Tu niespodzianka- nie wziąłem karty pamięci do aparatu, widocznie pamięć już nie taka ta, ale od czego jest komórka.

Przyglądamy się niezwykłym lwom i posągom prowadzącym do kasy przez efektowne podwórze, autorstwa mistrza Felixa Scheffera. Wybraliśmy wariant zwiedzania ekonomiczny, indywidualny za 14 zł, od tabliczki nr 1 do 22, którą to numerację i tak się gubi bezpowrotnie, tuż po wejściu na startowe II piętro.

Zwiedzający mają dostęp tylko do dwóch pięter. Pozostałe dwa i poddasze są jeszcze nieodrestaurowane i nawet angielska firma hotelarska Heritage International przez ponad 2 lata zdołała wymienić tylko drzwi za 420 zł. W dodatku z hukiem, ledwie co, udało się ją stąd wyeksmitować. Nic dziwnego. Dzierżawa zamku kosztowała ją wtedy 1,10 zł/miesiąc.

My zaś z zainteresowaniem obejrzeliśmy wystawę matejkowskiego ucznia i epigona, Wojciecha Weissa. Przeżycie było niesamowicie intensywne.

Po drodze, w jednej z komnatek wystawa jakże inna- wypchane zwierzęta, a właściwie ich połówki, pod nazwą „Podróż przez cztery kontynenty”. Cóż, co kto lubi. My nie lubimy.


Bardzo spodobały mi się podwórza zamkowe, otoczone kamiennymi ścianami, stworzone dla zadumy i kontemplacji. Niezwykły jest też konglomerat stylów: gotycki, renesansowy, barokowy, rokokowy, eklektyczny.
Wynika to z ciągłego przekazywania i sprzedawania zamku, od początku jego założenia w XIII w. Obecnie taki jego los zdaje się być kontynuowany.

Po salonach i komnatach, ok. 7 pomieszczeń udostępnionych, ze skromnym umeblowaniem, usprawiedliwionym powojenną, kilkunastoletnią dewastacją i przetrzebieniem wnętrz zamkowych, wychodzimy na tarasy.

Są tu ciekawe okazy starych drzew, krzewów np. cisy, buki, irgi, bluszcze oraz elementy francuskiej architektury ogrodowej np. fontanny, żywopłoty, schodki, mury.

Przy wyjściu posilamy się w barze zamkowym- rewelacyjnie smaczne placki ziemniaczane (pewnie zamkowe) i równie dobra grochówka. Do punktu widokowego dojeżdżamy łamiąc rozważnie z premedytacją zakaz wjazdu, powoli, delikatnie omijając spacerowiczów.

Rzeczywiście zamek jest wielki i wielce ciekawą ma historię. Trochę jesteśmy zdegustowani skromnością wyposażenia i możliwościami zwiedzania - spośród 400 pomieszczeń dostępne jest ok. 20, a tylko barokowa sala Maksymiliana jest wyposażona na wzór oryginału. I tak wypadamy lepiej niż John Quincy Adams- prezydent USA, który zdegustowany był tu wszystkim.

4 komentarze:

museo.pl pisze...

To się nazywa relacja ze zwiedzania - polecamy.

Witold pisze...

Dziękuję za polecenie. Pozdrawiam.

Ewa pisze...

http://www.parnas.pl/index.php?co=blog&id=23&idb=775 :)

Witold pisze...

Dokładnie tak też ją widziałem w Książu. Dziękuje.