środa, 22 kwietnia 2009

Wiosenna niedziela

Od świąt tak wiosennie jest, tak pięknie, że każde słowo lub zdjęcie może to tylko umniejszyć. Ale nie chodzi o opisywanie i odzwierciedlanie, a raczej o przeżywanie, obserwację i próbę podzielenia się wrażeniami. Wiosna jest jak młodość: zielona, świeża, trochę naiwna i każdemu za szybko przemija, przynajmniej zewnętrznie. Na pewno miło jest na nią patrzeć, wspominać, naśladować.

Jednym z tych magicznych, urokliwszych zakątków karkonoskich, oprócz Zachełmia, są niewątpliwie Borowice, które w niedzielę odwiedziłem przy okazji mszy w Kościele Matki Bożej Fatimskiej. I tu też nasi byli.

Zawsze czuje się tam podobny klimat jak u nas, chociaż na czym innym polegają- dwukrotnie mniej mieszkańców, parę dużych domów wczasowych, o 100 m npm. są położone wyżej, w rozległej Dolinie Pięciu Potoków, mają świetną stronę internetową www.borowice.pl oraz od 2000 roku uroczy, ładnie położony kościółek o stylowej architekturze. Niedługo podobny powstanie w Przesiece. Są bliżej Karpacza, dalej od Szklarskiej Poręby, Świeradowa, Jeleniej Góry, Chojnika (+dla Zachełmia).

W tych dniach zieleń jawi się najwspanialej, podkreślona przez szarości bukowych pni, biel nieśmiało rozwijających się kwiatów drzew owocowych np. w Wiśniowym Sadzie. Na razie pierwsze wystartowały śliwki tuż za nimi czereśnie i jabłonie. Grusze i wiśnie czujnie czekają na cieplejsze noce, bogatsze o doświadczenie z zeszłego roku.
Odkrywamy kolejne zachełmiańskie atrakcyjne miejsca.
Góra Żar, przed wojną Heerd, 680 m npm, o 50 m wyżej niż zamek Chojnik.

Oprócz znakomitego, efektownego widoku na zamek od strony południowo- zachodniej, znana jeszcze jest jako ostoja muflonów, sprowadzonych z Korsyki przez Schaffgotscha 100 lat temu. Zobaczyliśmy akurat jedną owcę z młodym jagnięciem, ale ponieważ jestem większy od lisa, nie odstraszyła mnie tupaniem, tylko czmychnęła na drugą stronę góry, zanim odbezpieczyłem aparat (ach te cyfrówki). Poprzedniego dnia natrafiliśmy na 2 sztuki w okolicy Kopistej 681 m npn nad Jagniątkowem (stąd nazwa?).
Ostatnio na Górę Żar miał chętkę KPN ze względu na obecność drugiej pary lęgowej orła bielika, pierwsza lęgnie się nad zbiornikiem Sosnówka, ale gminna rada zapobiegliwie nie oddała tej części królestwa. A nuż ktoś wymyśli tu zawody motocrossowe w miejsce zaniechanego kiedyś Enduro, albo jakąś Drogę Sudecką dla ciężarowego ruchu tranzytowego. KPN nigdy by na to nie pozwolił.
Zamiast orła, złapałem w obiektyw pracowitego dzięciołka zielono- siwego, który uwziął się na pozornie zdrowego buka. Orły łapałem skutecznie zimą (uwaga- czas przeszły) na nartach.


Ze szczytu widać zamek, Sobieszów, Piechowice, Cieplice, Polcolorit a na południu Mały Szyszak i ślady pewnie po Sylwestrze. My swoją butelkę zabraliśmy ze szczytu Szyszaka na następny raz.



Schodząc jedną z przeciwogniowych, poniemieckich przecinek, zajrzałem do zagadkowego bunkra przy muflonowym paśniku i lizawce.




Jeszcze po drodze spojrzenie na przygotowania do Mistrzostw Polski w Piłce Plażowej 2009 w Zachełmiu, obok hotelu Chojnik,




na mój ulubiony zachód słońca na naszej Górze Przesieckiej (612 m npm) z panoramą Śnieżnych Kotłów i piękna wiosenna niedziela dobiegła końca.
I znowu nasi goście tego nie widzieli. Rozumiem, że jak co roku po Świętach, a przed długim weekendem majowym, tym razem zaledwie 3- dniowym. Oby był tak pogodny jak obecny "martwy sezon".

sobota, 11 kwietnia 2009

Już nie przedwiośnie.

W Zachełmiu na wiosnę.
Wiosna przyszła nagle i pędzi tak szybko, że aż trudno nadążyć. W każdy dzień wychodzi coś z ziemi, kolejne pączki pękają.




Forsycje w mgnieniu oka obsypały się żółtą mgiełką, a trawnik opanowały przebiśniegi, krokusy, żonkile, modre cebulice, śnieżynki, pierwiosnki, stokrotki, fiołki.







Pełnia księżyca i czerwone zachody słońca, wiosenne kwiaty i zieloność młodej trawki pod nogami to aspekty obecnej naszej rzeczywistości.


Szkoda, że goście nasi tego nie mogli doświadczyć. Nie wiedzieli, że tak wyjątkowo jest teraz w Zachełmiu- idealny czas na spacery, wyciszanie i obserwację odżywającej po zimie roślinności.

Życie też nabiera tempa. Pojawiają się goście wielkanocni i część pokoi się zapełniła.



Sporo czasu, odległości i uwagi pochłania teraz muzyczna część mojej duszy- cotygodniowe próby w Szczytnej pod Kłodzkiem, próba przed koncertem polsko- kanadyjskim w za wrocławskim Bierutowie.

Pewnie też dlatego wiosna w Karkonoszach szybko mi się przewija, tak że poza sprzątaniem i pracami świąteczno- porządkowymi, zostaje zaledwie kilka 1/60- tych sekundy na dostrzeżenie, że piękno nie tylko przejawia się w dźwiękach, ale też w kolorach i kształtach.

I że jest to wszystko jednością: muzyka, sztuka, kolory, wiosna, przyroda, Karkonosze i my- Wiśniowy Sad.





Zwierzęta domowe są właśnie po to, by pokazać czyste, naturalne zjednoczenie przyrody z ludźmi. One to lepiej umieją i w tym się odnajdują.Dharma załapała się nawet na wycieczkę na zamek Chojnik.






Po drodze Madzia się pięknie zaprezentowała na maćkowym koniu, na tle naszego widoku.

Kot Merik przynosi wytrwale do domu pokrzewki, szpaczki, jaszczurki, padalce i kleszcze.

W turystyce zachełmiańskiej też się coś dzieje, czyli próba integracji środowiska wokół Lawendowego Wzgórza i ich ścieżki zdrowia, spotkanie po świętach na Rancho, projekt nordic walking z hotelem Chojnik, wizyta Hari Dev Singha w celu organizacji comiesięcznych zajęć kundalini- yogi w Wiśniowym Sadzie.

środa, 1 kwietnia 2009